Chciałbym iść drogą Sprawiedliwych


Na zdjęciu: Dominykas Kubilius, fot. archiwum prywatne
„Praca nad serią filmów o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata pokazała mi, że wybory, do których mogą nas zmusić okoliczności, bywają o wiele trudniejsze, niż może się to wydawać” – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Dominykas Kubilius, reżyser i producent filmowy.






Ilona Lewandowska:
 W tegorocznych obchodach Dnia Pamięci Ratujących Litewskich Żydów zauważalnym akcentem była seria zrealizowanych przez Pana filmów „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” (lit. Pasaulio teisuoliai). Pokazywano je w szkołach, muzeach, także podczas konferencji zorganizowanej przez Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy w Parku Pamięci w Tuskulanach. Pan podjął jednak ten temat w czasie, gdy o historiach ratujących Żydów mówiono na Litwie znacznie mniej. Jak doszło do zainteresowania tematyką Holokaustu i Sprawiedliwych? 

Dominykas Kubilius: Rzeczywiście, te filmy powstały już jakiś czas temu. Tworzyliśmy je przez dwa lata, od 2018 do 2020 r. Ogółem udało się ich zrealizować ok. 20. Teraz, gdy 15 marca jest obchodzony jako dzień poświęcony ratującym Żydów na Litwie, ich temat bardzo odżył, również dzięki zaangażowaniu pani Danutė Selčinskiej z Muzeum Historii Żydów im. Gaona Wileńskiego. Zaczynaliśmy je tworzyć w czasie, gdy na temat Holokaustu mówiło się dużo, jednak brakowało spojrzenia na te wydarzenia z perspektywy osób, które Żydów ratowały. Kiedy zacząłem się zagłębiać w tę tematykę, zauważyłem, że ten temat był podejmowany w filmach, jednak powierzchownie. Widziałem potrzebę uważniejszego przyjrzenia się jednej historii, wejścia w konkretną sytuację. 

Pierwsze, co nas zaskoczyło, to liczby. Litwa jest na piątym miejscu na świecie pod względem liczby Sprawiedliwych, ale jeśli przeliczymy udzielających pomocy na liczbę mieszkańców poszczególnych krajów, to zobaczymy, że Litwa jest na drugim miejscu, zaraz po Polsce. I to zapaliło nas do pracy. Dane były rzeczywiście imponujące, a my sami, Litwini, zupełnie o tym nie wiedzieliśmy. Potem zagłębialiśmy się coraz bardziej. Kolejnym zaskoczeniem było to, że Sprawiedliwi to ludzie z różnych warstw społecznych. Wyobrażaliśmy sobie, to mogą to być np. mieszkańcy wsi, do których przybiegło żydowskie dziecko i którzy ukryli je w swoim gospodarstwie. Okazało się jednak, że byli to także: były prezydent Litwy Kazys Grinius, rodzina Čiurlionisa, znani kowieńscy lekarze, księża i siostry zakonne. Byli to też ludzie różnych narodowości, Litwini, a także Polacy czy ludność rosyjskojęzyczna, ludzie prości, ale też wykształceni. Potem, gdy zaczęliśmy się zagłębiać w poszczególne historie, ogromnym przeżyciem były dla nas rozmowy z uczestnikami tych wydarzeń, ocalonymi, czasem ich dziećmi czy wnukami, podobnie spotkania w rodzinami Sprawiedliwych. Trochę przypominało to pracę nad kryminałem czy thrillerem, bo te historie udzielania pomocy były naprawdę niesamowite. Ogromne ryzyko, które podejmowali ci ludzie, łączyło się z ogromną pracą, jaką musieli wykonać, by ocalić życie. 

Wspomniał Pan o zaskoczeniu liczbą litewskich Sprawiedliwych – teraz jest ich 924. Co zadecydowało o tym, że tak wiele osób na Litwie udzielało pomocy ludności żydowskiej? 

To było jedno z najważniejszych pytań, które zadawaliśmy historykom, a udało nam się spotkać z naprawdę wieloma świetnymi badaczami Holokaustu. Najczęściej pojawiała się odpowiedź, że umożliwiła to sieć przedwojennych relacji międzyludzkich. Po wycofaniu się z Litwy Armii Czerwonej w 1941 r. doszło do wybuchu zjawiska antysemityzmu, miały na to wpływ zarówno niemiecka propaganda, jak i utożsamianie Żydów z sowieckim okupantem. Ale przecież w okresie międzywojennym było zupełnie inaczej. Litwa była wówczas ewenementem w Europie. Nie było pogromów, nie było antysemityzmu, Żydzi byli aktywni w życiu politycznym i społecznym, w Telszach działała znana w całej Europie jesziwa. Żydów było tu bardzo wielu i oczywiście między nimi a innymi mieszkańcami nawiązywały się relacje. To właśnie te relacje były kluczowe w czasie Holokaustu. Najczęściej uciekający przed zagładą Żydzi trafiali do kogoś, kogo znali. Te przedwojenne znajomości ratowały życie. Ale ważne były także te mniej bezpośrednie relacje. Dla tych, którzy udzielali pomocy Żydzi, nie byli kimś obcym, ale częścią przedwojennej społeczności. 


Na podstawie: od ocalonych słyszeliśmy też opowieści o tym, jak Litwini przyczynili się do Holokaustu. Było to dla nas trudne, fot. archiwum prywatne

Jaki wpływ praca nad tą serią filmów miała na Pana? Czy historie, które przekazał Pan jako twórca, zmieniły Pana spojrzenie na człowieka, jego wybory w sytuacjach granicznych?

Na pewno był to czas, gdy musiałem sobie postawić bardzo trudne pytania. To naturalne, że człowiek, słysząc taką opowieść, próbuje umieścić w niej gdzieś samego siebie. Jak zachowałbym się w tej sytuacji? Czy mając rodzinę, małe dzieci, żonę, byłbym w stanie zaryzykować nie tylko siebie, swoje bezpieczeństwo, ale także ich? A przecież zdarzyło się nawet, że w jednym z litewskich domów, gdzie na parterze mieszkali żołnierze III Rzeszy, na piętrze ukrywani byli Żydzi. Oczywiście, w tej sytuacji uderzają dwie rzeczy: najpierw jak w ogóle mogło to się udać, a przecież się udało, a także – skąd ci ludzie czerpali taką odwagę. Przecież podejmowali ogromne ryzyko, musieli nie tylko odważyć się na bohaterski gest, lecz także wytrzymać to napięcie, strach, zagrożenie śmiercią przez dłuższy czas. To naprawdę zdumiewające. Nam często wydaje się, że jesteśmy zdolni do poświęcenia. Teraz, gdy wojna jest bardzo blisko nas, może wydaje się oczywiste, że poszlibyśmy bez wahania walczyć w obronie ojczyzny, jednak jak wielu naprawdę jest do tego gotowych? Praca nad tą serią filmów pokazała mi, że wybory, do których mogą zmusić nas okoliczności, bywają o wiele trudniejsze, niż może się to wydawać. Czy wystarczy mi odwagi, jeśli życie mnie sprawdzi? Chciałbym iść drogą Sprawiedliwych, ale nie mogę na 100 proc. deklarować, że będę bohaterem. Chciałbym postąpić sprawiedliwie, zgodnie z zasadami, które wyznaję, i tego uczę moje dzieci. Ale czy będę potrafił dokonać dobrego wyboru w sytuacji ekstremalnej? To są pytania, na które odpowiedzieć można dopiero po konfrontacji z rzeczywistością. 

Z jakim odzewem spotkały się filmy o Sprawiedliwych? 

Przeważały pozytywne reakcje, zarówno ze strony wspólnoty żydowskiej, jak i ze strony Litwinów. Tym filmom towarzyszył jednak pewien cień. Najbardziej było to odczuwalne, gdy odwiedzaliśmy Izrael, a byliśmy tam w ramach prac nad filmami osiem czy dziewięć razy. Kiedy spotykaliśmy się z ocalonymi i wysłuchiwaliśmy ich historii, słyszeliśmy też o tym, jak Litwini przyczynili się do Holokaustu. Było to dla nas trudne, ale to nasza historia, nie możemy jej zmienić, nie będziemy też jej zakłamywać. Było jak było. Teraz najważniejsze jest, by tego rodzaju wydarzenia nigdy się nie powtórzyły. Zresztą z konieczności konfrontacji z trudną historią zdawaliśmy sobie sprawę już wtedy, gdy rozpoczynaliśmy pracę nad filmami. Chcieliśmy spojrzeć na te wydarzenia, opowiedzieć o nich innym ludziom, także naszym dzieciom, by nigdy nie doszło do podobnych zbrodni, by nasze dzieci wiedziały, że ludzkie życie jest wartością, którą należy chronić w każdych okolicznościach. I nie wolno do odbierania tego życia przyczyniać się w żaden sposób – ani zabijając, ani prowadzać na śmierć, ani kopiąc doły. Odbiór i reakcje ludzi na nasze filmy były naprawdę bardzo pozytywne, ale mimo to musieliśmy nieść niemały bagaż negatywnych emocji. 

Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 11 (33) 23-29/03/2024